Dzień 7, 8 - Bajkał

Najlepsze co jest w podróżowaniu to to że budząc się rano nie wiesz co Cię spotka wieczorem, tak mi powiedział spotkany po drodze Niemiec, i po dzisiejszym dniu ciężko mi nie przyznać mu racji. Wychodziliśmy z pociągu relacji Moskwa - Irkuck, kaszląc, kichając, smarkając i generalnie będąc w kiepskiej kondycji fizycznej (na psychiczną nie narzekaliśmy nigdy ;) na 5 stopniową pogodę, z mrzawką i silnym wiatrem. Miasto sprawiało ponure wrażenie (pewnie głównie przez pogodę), doczłapaliśmy się z plecakami do portu który był zamknięty, przy promenadzie wzdłuż rzeki nie było żywej duszy. Postanowiliśmy więc skorzystać z autobusu, który to ledwo trzymał się kupy i nie miał sprzęgła więc zmiana biegów była niezłym wyzwaniem dla kierowcy. Ciekawostka - wiózł nas drogą która została wybudowana specjalnie w latach 60tych dla ówczesnego prezydenta USA - Eisenhowera. Podobno do dzisiaj jest to jedna z najlepszych dróg wokół Bajkału - ciekawe w takim razie jak wyglądają te gorsze. Prezydent ten miał przyjechać z Irkucka do Listwianki i tam odpocząć w ekskluzywnym hotelu - również wzniesionym specjalnie dla niego. Materiały ściągnięto z zachodu, prace ukończono w terminie (podobno w niecały miesiąc) ale prezydent nie przyjechał...

Irkuck przywitał nas dość chłodno:

Irkuck znajduje się na bagnach więc niektóre domy "trochę" osiadają - może się wypiętrza? ;)

Wracając do tematu po przyjeździe nad Bajkał Kasia nasza załatwiarka udała się do Information Center gdzie dowiedziała się o jakiś nocleg. Okazało się że przy okazji w to samo miejsce skierowała czterech Hiszpanów i dwóch Niemców, z którymi nas los połączył na nieco dłużej. Sama chata była drewniana, krzywo pozbijana, jak zresztą większość w tej okolicy. Okazało się że Rosjanie tutaj żyją jeszcze w ciut innym wymiarze czasowym i np bieżącej wody z kranu to oni jeszcze nie mają, wodę w przysznicu ciepła owszem była, ale najpierw trzeba było powiedzieć gospodarzowi by napalił w piecu obok a dodatkowo bardzo szybko się kończyła. Dodatkowo prysznic był zrobiony w zaadaptowanej stodole / szopie (podobnie jak nasz pokój) i wewnątrz była taka temperatura jak na zewnątrz. Kibel to byla dziura w ziemi, no i tyle ;-) Ale w ogóle, ale to w ogóle nie było to najważniejsze, tak wspominam ponieważ część naszej drużyny miała pewność że gorsze warunki jak były w pociągu już nas nie spotkają. Nigdy nie można być niczego pewnym :-)

Nasze lokum w Listwiance:

Pochodziliśmy sobie trochę nad Bajkałem, to takie słodkie morze z bardzo malowniczym brzegiem. Pierwszego dnia wiało tam niemiłosiernie i jak to na Syberię przystało było tylko parę stopni powyżej zera. Tam też zaprzyjazniliśmy się z Niemcami (parą właściwie - Andre i Rita) i dość szybko ustaliliśmy że wieczorem pijemy. Andre rezolutnie zauważył że lepiej kupić więcej wódki niż za mało. No to stwierdziliśmy że 2l będzie ok szczególnie że dziewczyny mówiły że będą mało piły. Powałęsaliśmy się troche nad brzegiem, próbowaliśmy uruchomić wrak statku i takie tam standardowe turystyczne sprawy. Sezon się tu już kończył więc na rejs statkiem nie mogliśmy liczyć, a kąpiel w związku z naszym ogólnym kiepskim stanem fizycznym odpadała (co by było wyczynem lepszym niż w biegu morsów organizowanym na Strzeszynku, wody Bajkału miały może z 5 stopni...).

Widoki znad Bajkału:

Hotel made for Eisenhower ?:

W naszym lokum dowiedzieliśmy się od Andre że jest tu dostępna sauna (Rosjanie na Syberii mają coś na kształt sauny fińskiej - Bania się nazywa). Dołączyli do nas jeszcze Hiszpanie (Eva, Ysa, Miguel Angel, Fernardo) którzy okazali się bardzo rozrywkowi. Stwierdziliśmy że chętnie z niej skorzystamy, podobno scenariusz wygląda tak - wchodzisz do sauny, tam siedzisz sobie standardowo, do momentu gdy masz dość, przy okazji chłoszczesz się (lub innych) witkami z wierzby po ciele - dla poprawienia krążenia, następnie wychodzisz na syberyjską noc i polewasz się zimna wodą z wiadra i lecisz napić się wódki. No i tak parę razy. Z teorii uczyniliśmy praktykę. Reszta wieczoru zleciała nam na śpiewaniu rosyjskich piosenek wygrywanych przez gospodarza na akordeonie i integrowaniu się :-) Nigdy nie można skazywać dnia na porażkę przed zachodem słońca ;-)

Integrowaliśmy się:

Następny poranek należał do gatunku tych cięższych. Po ogarnięciu się jakoś i w momencie gdy przestaliśmy chodzić wężem zjedliśmy sobie śniadanie z resztą comrades. Andre ugotował jajka i przyniósł kawior, w ten sposób mogliśmy spróbować jajek kurzych z jajkami ryb - dość "ciekawa" kombinacja. Później tego dnia pozwiedzaliśmy brzeg Bajkału, bo pogoda się zrobiła ładniejsza i z okolicznych górek rozpościerał się piękny widok na ośnieżone pagórki (na początku września - sic!). Następnie był już powrót do Irkucka i oczekiwanie na pociąg Irkuck - Nauszki. Tym razem podążaliśmy już w znacznie większym towarzystwie :-) Wagon był inny - nowszy, widać że wybudowany nie 60 lat temu a góra 40 ;-) Stworzyła go jednak ta sama myśl socjalistyczna dlatego to nie różnił się drastycznie od poprzednika.
Jak już przysypiałem do boksu w którym leżałem zjawiła się para podróżników, wyglądali na nieźle wymęczonych i zarośniętych, byłem pewien że niosą ze sobą nie jedną opowieść, ale to dopiero w następnym odcinku :-)

Przy okazji ważne info dla chcąć podróżować w ten sposób. Można było kupić bilet bezpośrednio do Ułan-Bator w Mongolii, jednak z racji że był to bilet międzynarodowy kosztował on ok. 400pln. Dzięki innym ludziom w internecie dowiedzieliśmy się że taniej jest rozbić tą podróż na kawałki. Schemat ten polega min. na czymś takim: kupuje się bilet do miejscowości granicznej, następnie w tej miejscowości kupuje się bilet na krótki odcinek do miejscowości w drugim kraju, a później już do stacji docelowej. Najlepsze w tym wszystkim jest to że jedzie się tym samym pociągiem nawet jakbyśmy kupowali bilet bezpośredni. Wszystkie odprawy, przeprawy itp trwają tyle że mamy czas by kupić bilet na ten sam pociąg. Całość wyszła około 120pln. Podobno zdarza się że nie ma miejsc na ten odcinek, wówczas należy przekroczyć tą granicę w aucie. Wszystko jest do załatwienia u tubylców przy pomocy machania rękoma, pokazywania nazwy miejscowości docelowej i targowaniu się o cenę ;-) Ok w Rosji z dogadaniem się nie ma problemu, jednak jak się mieliśmy okazję później przekonać, może być z tym mały problem gdy nie zna się tych paru prostych reguł.


Feedback

# re: Dzień 6,7 - Bajkał

Gravatar tooo ziiiimno tam ;) mam nadzieje ze w Pekinie cieplej.. ale i tak jestem najbardziej ciekawy A1H1:P 9/11/2009 9:32 AM | maciek

# re: Dzień 7, 8 - Bajkał

Gravatar ostatnie zdjęcie trochę kompromitujące :) 10/11/2009 10:49 PM | Malwina

# re: Dzień 7, 8 - Bajkał

Gravatar Taa, a weź zrób tak żeby wszyscy z 7 ludzi dobrze wygladali w jednym momencie, nie da się ;-) Ale nie przejmuj się, wszyscy i tak pewnie patrzą na minę Kamila :-) 10/11/2009 11:04 PM | Kowal

# re: Dzień 7, 8 - Bajkał

Gravatar taki mądry jesteś, ale nie dałeś żadnego swojego z tego wieczoru ;D 10/16/2009 4:57 PM | Malwina

# re: Dzień 7, 8 - Bajkał

Gravatar świetny blog 2/24/2010 6:39 PM | who

# re: Dzień 7, 8 - Bajkał

Gravatar Dzięki :-) 2/24/2010 7:21 PM | kowalgta

Comments have been closed on this topic.
 
Copyright © Dawid Kowalski