Po ponad dwóch tygodniach podróży stwierdzam że przynajmniej dla mnie to co jest w turystyce najbardziej pociągające to nie zwiedzanie zabytków, muzeów, placów i bycie wożonym od jednego miejsca dojenia turystów do następnego. Bez zatopienie się w atmosferę danego miejsca, poznania mieszkających tam ludzi, zgubienia się między uliczkami, wysłuchania ich historii - to wszystko jest nic nie warte. To poznani po drodze ludzie, przeżyte przygody, wszystkie zabawne sytuacje i pokonane przeciwności najbardziej nam zapadną w pamięć. Bieganie nago po Syberyjskiej nocy polewając się zimną wodą z wiadra, przeprawa przez granicę z zabawnym Mongołem jego rozpadającym się Jeepem, ściemnianie Chinki na granicy że Twoja temperatura jest naturalnie wyższa i że nie mają powodu żeby Cie nie wpuścić, bezradność w środku obcego państwa gdy nie ma nikogo kto by nas chociaż trochę rozumiał czy w końcu zwiedzanie zapomnianego przez Boga i turystów odcinka Chińskiego Muru. Czy w końcu ludzie - jak para Francuzów podróżująca dookoła świata, radość chińskich staruszek które zatrzymują się przy nas siedzących na schodach na chodniku, i pokazujących na plecaki a następnie robiących znak przypominający ruch dookoła ziemi, Rosjanin gaduła opowiadający o wszystkim, łącznie z wulkanami na Kaukazie, nocna rozmowa z poznaną Mongołką i jej zachwyt krótkim filmem reklamującym Australię, niewyobrażalnie sympatyczna i urocza Jojo - właścicielka hostelu w którym się zatrzymaliśmy w Pekinie.
Porzuć więc wygodę, plecak na plecy i w drogę :-)

Pozdrawiają - Kasia, Maliwna, Maciek, Kamil i Dawid