Dzień 12 - Pekin I / III

Właśnie zakupiłem notes i długopis żelowy w uliczkach hutongów za w sumie około 60 groszy. Hutongi to takie pekińskie slumsy, setki krętych, wąskich uliczek pełnych małych sklepików i warsztatów, w których właściciele zazwyczaj też śpią. Tu można spróbować najbardziej ekstremalnych chińskich potraw (w warunkach sanitarnych przyprawiających Europejczyka o zawał), naprawić sobie rower czy się po prostu zgubić. Szczególnie warto się tam wybrać wieczorem, spróbować niezidentyfikowanych potraw na patykach, poprzyglądać się żyjącym tam ludziom. Mamy nocleg właśnie w tej okolicy, w odrestaurowanym hutongu przerobionym na hostel. Wygląda to tak że po przejściu przez bramę w ulicy wychodzi się na korytarz prowadzący do różnych pomieszczeń. Pokoje są więc połączone korytarzem którego sklepieniem jest niebo. Wszystko jest zrobione w prawdziwie chińskim stylu, z wszystkimi detalami, łukami, zdobieniami, lampionami i dodatkami, które tworzą tą niepowtarzalną atmosferę.

Włóczymy się dalej po nocy, byliśmy na dworcu kupić bilet do Pingyao - mieliśmy jechać bezpośrednio do Xi'An ale los zadecydował że zdecydowaliśmy się na to pierwsze. Ale może po kolei.

Po traumatycznych dla niektórych przeżyciach w autobusie sypialnym wysiedliśmy w Pekinie około godziny 4tej rano. Oczywiście jak to zwykle w Chinach - jeśli jest potrzeba, jest też ktoś kto ją spełni. Tak więc po chwili negocjacji cen jedziemy ogórkowatym busikiem do naszego hostelu. Adres mieliśmy na ekranie aparatu cyfrowego, którego to zdjęcie Kasia zrobiła od znajomych Hiszpanów. Trzeba przyznać że nasz transport zadziałał całkiem sprawnie (bo nie była to taksówka tylko prywatne autko), gdy nie znali drogi dopytali się jej od kogoś lokalnego i w ten sposób dotarliśmy na miejsce. Jako że było około godziny 5tej rano mieliśmy pewne obawy czy zostaniemy wpuszczeni. Naszczęście jako że jechaliśmy poza sezonem mogliśmy liczyć na to że będą miejsca bez rezerwacji. Otworzyła nam zaspana Chinka w koszuli nocnej, bynajmniej nie wściekła, a wręcz bardzo miła. Zaprowadziła nas do naszego pokoju, po chwili cała zmartwiona tym że jesteśmy na pewno bardzo głodni i zmęczeni przyniosła nam jakieś ciastka i kawę. Jej poziom zatroskania nami zaskoczył nas bardzo pozytywnie :-) Ma na imię Jojo a jej hostel to LianLian Hutong Hostel (http://www.templeside-lianlian.com/). Zrobiła na nas wrażenie trochę zagubionej uroczej dziewczynki, Chinki chyba tak mają ;-]

Nasz hostel

Po ogarnięciu się jakoś zaśpiewaliśmy pod nosem "Hit the road Jack" i wyruszliśmy na podbój Pekinu. Trzeba przyznać że mają tam bardzo ładne i nowoczesne metro. Płaci się tylko za wejście do niego i można jeździć cały dzień, pod warunkiem że się nie opuści jego terenu. Opłata wynosi 2 Yuany czyli około 90 groszy. Dojechaliśmy do placu Tiananmen, zobaczliśmy tam po raz pierwszy żółtą rzekę - tzn rzekę Chińskich turystów. W pierwszej kolejności odwiedziliśmy park obok Zakazanego Miasta, opisywać nie będę, można go zobaczyć na zdjęciach poniżej.

Kolejna decyzja - wchodzimy do Zakazanego Miasta, po minięciu wielkiego obrazu Mao przeszliśmy za pierwszą bramę. Tam decyzja, nie idziemy dalej, tysiące turystów nas zdecydowanie odrzuciły, jak się zresztą później okazało - tam gdzie mniej turystów - tam ciekawiej. Tak to jest że komercyjne miejsca zwykle są nijakie - mają być atrakcją dla tłumu co czyni je unitarnymi. Postanowiliśmy poszukać szczęścia w innym miejscu. Przeszliśmy też przez plac Tiananmen, miejsce masakry sprzed 20 lat, teraz nie robił na nas wrażenia. Większe emocje wywarło na nas jedzenie w restauracji poleconej przez przewodnik. Czyli jak narazie chińskie specjały zostawiły na nas pozytywne wrażenie. So far so good ;-)

Park

Plac

Dla Chińczyków jesteśmy też atrakcją - tu akurat rodzina rudzielców

Resztę dnia spędziliśmy na włóczeniu się po opisanych wcześniej hutongach. Pierwszy dzień w Pekinie minął więc pozytywnie, jutro wyprawa na wielki mur!

hutongi

warzywa też się wrzuca do oleju i je na patyku

hmm ciekawe co to to po prawej :-)

Comments have been closed on this topic.
 
Copyright © Dawid Kowalski