Pobudka o 5 rano nie należała do najprzyjemniejszych, prowadnica postanowiła nas uszczęśliwić i obudzić na czas. Dobrze że nie zaufaliśmy Chińczykowi który nam powiedział że będziemy już o 2giej w nocy. To właśnie był przykład Chińskiego podejścia - nie wiem ale i tak coś odpowiem :-) Na dworcu przywitało nas standardowe stado naganiaczy. Jako że specjalnie nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić (jak zwykle w sumie) przystaliśmy na propozycję podróży tuktukiem za 2 juany. Tak więc mieliśmy niewątpliwią przyjemność podróży otwartym pojazdem zamglonymi uliczkami starego miasta. Nasz kierowca jakżeby inaczej przywiózł nas do hostelu, gdzie otworzyła nam zaspana (i widać że trochę wkurzona) lokalna biznes mama. Zapłaciliśmy jej trochę pieniędzy za pokój gdzie mogliśmy zostawić rzeczy i wziąść prysznic, bo nasz pociąg do następnego miasta odjeżdżał już o północy. Bardzo przyzwyczailiśmy się do spania w pociągu - dzięki temu można oszczędzić sporo czasu i w sumie pieniędzy.
Samo miasto należy do gatunku zabytkowych. Otoczone jest murem a wewnątrz znajduje się klasyczna chińska zabudowa. Spacerując po tym mieście o świcie mogliśmy się poczuć jak pareset lat temu, za panowania cesarzy. Wszędzie stare, zawilgocone budynki, smród wylewanych na ulicę nieczystości, stare świątynie i potężne obronne mury. Jednak w miarę jak mijały godziny czar zaczynał pryskać. Otwierały się kolejne sklepy z pamiątkami, pojawiały się kolejne wycieczki chińskich turystów z przewodnikiem z flagą z przodu. Wygląda jakby wszyscy mieszkańcy tego miasteczka żyli z turystów, czy to przewożąc ich elektrycznymi pojazdami, sprzedając im coś, oferując usługi gastronomiczne czy to masażu.














Powłóczliśmy się trochę dookoła, zjedliśmy średnio smakowy posiłek w restauracji naszego hostelu, dziewczyny kupiły buciki dla przyszłych swoich dzieci. Co do jedzenia kolejne spostrzeżenie - zamawiając warzywa z np. wieprzowiną możesz dostać same warzywa. Po upomnieniu się o mięso danie wróci z mięsem - ale kurczaka. I bynajmniej nie chodzi tu o barierę językową tylko o specyficzne podejście Chińczyków do twojego zamówienia. Ot taki obyczaj ;-)
Pociąg do Xi'An mieliśmy parę minut po północy. Nie udało nam się tym razem zdobyć miejsc sypialnych, zostały nam tylko bilety w klasie "hard sleeper" - czyli najtańszej z możliwych. To niby tylko 9 godzin - jakoś preżyjemy - przynajmniej tak myśleliśmy. Rzeczywistość okazała się zgoła inna - ale to w następnym odcinku ;-)
Z serii inne - znajdź różnice :-)
