Dzień 16, 17 - Xi'An

Podróż pociągiem nr 2671 z Pingyao do Xi'An zostanie nam na długo w pamięci. Jak już wspominałem klasa "hard seater" to najgorsza z możliwych, a jeżeli dodać do tego stary przeładowany pociąg może być już tylko ciekawiej. Pewną zaletą była cena (ok. 16 zł za 9 godziny podróży). Byliśmy posiadaczami miejscówek więc nie musieliśmy się chociaż obawiać tego że będziemy całą drogę stać - czyżby ? Po wejściu do środka (a właściwie przebiciu się) zobaczyliśmy tłum Chińczyków, stojących we wszelkich pozycjach, siedzących na skrawkach ławek (bo tak najprościej określić te siedzenia, obite jakąś skają złączone pod kątem 90 stopni płaszczyzny). Pierwszy problem - ktoś siedzi na naszych miejscach, Pani konduktor przyszła nam z pomocą i wygoniła tych jegomości - ku ich raczej niezadowoleniu. Wygląda na to że popularne jest tu kupowane biletów bez miejscówek w celu redukcji kosztów, a później bitwa o wolne miejsca. Tu też ciekawostka, w Chinach na przyjazd pociągu czeka się w poczekalni (na którą się wchodzi po okazaniu biletu), i dopiero gdy pociąg przyjedzie otwierane są bramki na peron. Ma to zapewne na celu zmniejszenie liczby ofiar śmiertelnych wśród ludności spowodowanej rozjechaniem przez pociąg. Gdyby Chińczycy czekali na pociąg na peronie, przepychając się duża ich część powpadałby pod pociąg. Koniec ciekawostki. Wracając do naszej opowieści, jesteśmy wśród najbiedniejszej warstwy chińskiego społeczeństwa, na twarzach siedzących tam ludzi widać że w życiu nie było im lekko, w wagonie panuje straszny ścisk, a tu na dodatek przepycha się 5 osób z plecakami żądając ich miejsc. Oczywiście i tu stanowiliśmy niezłą atrakcję, chyba nieczęsto biały turysta porusza się w takich warunkach. Standardem już się stało że zaglądali nam ciągle przez ramię, chcieli widzieć co mamy w torbach, co jemy, jakie mamy telefony komórkowe (tu akurat nie mogliśmy się popisać - nawet biedni Chińczycy mają wielofunkcyjne zabawki z dwoma kartami sim, telewizorem i pewnie masażem pleców w jednym). Nie dotarła tu jeszcze moda na nie palenie więc w przedziale unosiła się gruba warstwa dymu a na ziemi leżały sterty śmieci. Taki tu mają system, co pewien czas przechodzi jakiś pracownik pociągu i te śmieci zamiata. Noc upłynęła nam na próbach spania w pozycjach które się stosuje w zgołach bardziej komfortowych warunkach ;-)

Xi'An przywitało nas szarą brzydką pogodą. Na dworcu zostaliśmy momentalnie złapani przez pośredniczkę hostelową która obiecała nam darmowy transport. Tutaj też po raz pierwszy zobaczyliśmy co oznacza prawdziwy chiński tłum, na dworcu przelewały się grube tysiące ludzi, wszędzie trąbiące autobusy, samochody, pomiędzy nimi przeciskające się skutery, rowery i inne wynalazki. Hałas, chaos i ścisk - tak wyglądają tu miasta. Co do darmowego transportu to polegał on na tym że nasza przekupka zapłaciła nam za wejście do autobusu i kazała wysiąść na którymś tam przystanku, natomiast sama poleciała łowić następynch turystów. Tak swoją drogą to w Chinach płaci się przy wejściu do autobusu i w przypadku Xi'An było to 0,5Y (~20 groszy)

Dworzec i tłum

Nasz hostel był przy Bell Tower, co było praktycznie samym centrum miasta, a jak to w centrum - pełno modnych sklepów, jeden duży mall handlowy i tysiące chińskich nastolatków. Należy do tego dodać, że przed wejściem do każdego sklepu stał ktoś z megafonem krzycząc o różnych promocjach (tzn. tak się domyślamy) i dodatkowo była włączona bardzo głośno ogłupiająca muzyka - jednym słowem sajgon - tyle że w Chinach. Odwiedziliśmy też mall, z myślą zakupu jakichś outdoorowych ciuchów, w końcu tak tu tanio podobno. Pierwsze wrażenie - gdzie ten komunizm ? 6 pięter sklepów najbardziej znanych marek z całego świata, całe jedno piętro z biżuterią. Po obejrzeniu cen w paru sklepach które znaliśmy z Polski dopadła nas konsternacja - przecież tu jest drożej niż u nas! Głupia karta pamięci kosztowała 3-4x więcej.

Drapieżnik na polowaniu ;-)

Chińska bieda

Resztę dnia spędzliśmy na kulinarnych podbojach czyli próbowaniu różnych rzeczy na patykach. Kamil z Malwiną rzucili się na jakieś potwory z mackami, podobno jak kurczak tylko bardziej gumiaste ;-)

Ja wybrałem królika ;-)

Po kiepskiej nocy w pociągu próbowaliśmy trochę odespać w hostelowym pokoju, ale jak na złość przez całą noc trwały pod naszym oknem roboty budowlane - w tym niestety przy pomocy młota pneumatycznego - ot złośliwy los.

Następnego dnia pogoda była nie mniej parszywa, młodzi (tzn Malwina i Kamil) postanowili że jednak jadą zobaczyć terakotową armię, starzy ;-) (czyli Kasia, Maciek i ja) postanowiliśmy robić nic :-) Z tego co się zdążyłem zorientować jednak to terakotowa armia nie jest warta zachodu przyjeżdżania do Xi'An - następnym razem raczej to miasto byśmy wycieli z naszej podróży. W Chinach nie brak ciekawszych miejsc :-) (sprostowanie - Kamil mówi że im się podobało i że ze zniżką ISIC da się wejść za 50% - czyli 45 Y)

Po południu więc bez żalu wsiedliśmy w kolejny 16 godzinny sypialny pociąg. Ten jednak postanowił się spóźnić. O ile pociągi w Chinach się zwykle nie spóźniają, to jak już postanowią nie przyjeżdżać na czas to robią to w wielkim stylu, o parę godzin :-) To akurat było nam na rękę gdyż w następnym mieście (tzn Chengdu) nie wylądowaliśmy, jak to zwykle nam się udawało, o świcie. Także w następnym odcinku Pandy i wielki Budda z Leshan :-)

Chiński rozkład jazdy


Feedback

# re: Dzień 16, 17 - Xi'An

Gravatar Minął rok od podróż pociągiem nr 2671 z Pingyao do Xi'An :)
więc mogę się przyznac :) "przez przypadek" kupiłam hard sitera :) 11/24/2010 11:39 PM | Kasik

# re: Dzień 16, 17 - Xi'An

Gravatar Spoko Kasik, w innym przypadku zostałoby nam tylko wspomnienie jak to nam się przyjemnie znów spało w pociągu, a tak jest o czym opowiadać ;D 12/2/2010 12:57 PM | Dawid

Comments have been closed on this topic.
 
Copyright © Dawid Kowalski